Slow moto – Beskid Niski i Bieszczady.
Skąd taki wstęp ? Bo jeżdżę wolno, krótko i niedaleko od domu coś jak w tym kawale o lotniku :
Chłopak został powołany do wojska, do jednostki lotniczej.
Przy pożegnaniu matka prosi: – Uważaj synku na siebie, lataj nisko i powoli!
Wyskoczyłem na chwilę w Beskid Niski i Bieszczady, jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać to zapraszam.
Dzień 1 trasa :

Pierwszy postój w Wadowicach. Miasto Papieża i kremówek.

Po opuszczeniu Wadowic wypita kawa dała się we znaki. Nagle i gwałtownie, bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia jeden z moich zbiorników zażądał natychmiastowego opróżnienia. Z kolej drugi prosił się by mu dolać paliwa.
Podjechałem na stację by oba tematy ogarnąć.
Nie było łatwo bo koncern paliwowy będący właścicielem stacji zazdrośnie strzeże swej własności, barierki jak w więzieniu ale pewnie to ich najcenniejsze aktywa skoro tak pilnują.

Na ścianie znalazłem szczegółowe wyjaśnienie co i dlaczego, przyznaję nawet się ubawiłem. Nie skorzystałem z możliwości ubiegania się o refundacje poniesionego kosztu w wysokości 1 zyla. Drugi ze zbiorników będących w potrzebie napełniłem na następnej napotkanej stacji należącej do innego właściciela. Stacja moya to nie będzie moja stacja.

Dzień 1, nocleg.
Przespałem się na kempingu „Hyża” w Zdyni.
Ciekawe miejsce, składa się z dużego budynku i otaczającego go pola namiotowego. Dojeżdżam, patrzę i nikogo nie widzę. Wystraszyłem się, że nieczynne.

Byłem jedynym gościem. W budynku była przemiła Pani, która obsługuje ten interes. Co ciekawe na noc camping został bez personelu.
Rozbiłem namiot, przyjechał jeden samochód a w nocy kolejny. I to było na tyle. Cisza i spokój.

Co do campingu. W budynku są toalety, miejsce do przyrządzania posiłków, lodówka. Wzorowa czystość. Jest jadalnia w której można zjeść posiłek pod dachem. Ceny przystępne, zapłaciłem 18 zł. Za budynek piątka z plusem. Pole namiotowe to trawnik ciut zapuszczony ale da się żyć. Jest miejsce na ognisko ale też zarośnięte trawą. Jak dla mnie miejsce ma potencjał na Nisko-Beskidzką Przystań Motocyklową.
Aha, miejsce jest przy długim odcinku prostej drogi. Gdy w nocy panuje idealna cisza nagle zaczynasz słyszeć nadjeżdżający samochód, który grzeje ile fabryka dała. Gdy się zbliża i dojeżdża to jakbyś słyszał ryk startującego Boeinga.
Ale ogólnie bardzo fajne miejsce, polecam.
Dzień 2
Nie było z kim poimprezować więc obudziłem się bez bólu głowy. Szybki przegląd karty dań zakończył się na kanapkach z pasztetem. Pasztet belgijski z elementami ptasich wątróbek wyglądał jak kupa niemowlaka ale smakował znakomicie.

Trasa dzień 2

Pierwszy cel na dzisiaj to Bardejów, urokliwe miasteczko z klimatycznym rynkiem, moim zdaniem warte zobaczenia. Wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jedno z najstarszych miast słowackich położone jest o rzut beretem od Zdyni więc grzechem było nie jechać.



Ale uwaga – w mieście jest facet, któremu źle z oczu patrzy.


A jeśli wierzysz, że all you need is love to jest dla Ciebie uliczka Johna Lenona.

Cerkwie
Jest ich mnóstwo. Odwiedziłem te w Kwiatoniu, Świątkowej Małej i Wielkiej.



To co mnie naprawdę zachwyciło w Beskidzie Niskim to „pustkość dróg”. Przez wiekszą cześć czasu jechałem sam. A jak powszechnie wiadomo pustkość dróg zmiksowana z dzikością serca daje poczucie ekstatycznego szczęścia.
Dojazd do Zdyni :



Slowacja.



Powrót do Polski.







Było tak dziko i pusto, że czasami bałem się zatrzymać.


Drogi przez Bieszczady nie będę opisywał. Jak dla mnie za dużo puszek. Nocleg w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej, atmosfera znakomita jak zawsze, kto był ten wie.

Zakochałem się w Beskidzie Niskim. Ten wyjazd rozpoczął moja serie wyjazdów w te rejony ale tego już nie będę opisywał, bo egoistycznie nie chce byście tam jeździli. Bo po co macie tłum tam robić. Zostańcie lepiej w domu lub Zakopane polecam 🙂


Zostaw odpowiedź